piątek, 22 sierpnia 2008

Ewakuacja

Proponuję się ewakuować - wszystkim korektorom, którzy muszą całe godziny wciskać swe oczy w długie i krótkie akapity, w rozgałęzienia zagadkowej nierzadko składni, będacej kosmicznym płodem nieskoordynowanej pracy nerwowych zwojów w autorskich mózgach, w szlaczki liter bardziej pogmatwane niż te bazgrolone przez dzieci w zeszytach w trzy linie. Wciskanie oczu bywa brutalne dla obu stron. Spłodzone - być może i w wielkim natchnieniu - treści i kształty zamknięte w słowach bolą często bardziej niż południowe słońce na wysokości 2000 metrów. Ale dobry korektor nie pozostanie naiwnie dłużny, krusząc to wszystko na drobne kreseczką kursora lub ostrzem atramentu. Są jednak pewne granice tej brutalnej walki. Bo jak zachować niezmarszczoną twarz, gdy pan Z. "penetruje plemiona" w Afryce i Amazonii? Chociaż z drugiej strony wyjaśniałoby to, dlaczego pan Z. przegapił fakt, że weszliśmy do UE. Był wtedy zajęty penetracją, w dodatku ekstremalną, jak twiedzi. Może szanowany pan profesor prawa, nieomylny i karzący sędzia TK przemierzał akurat gąszcz amazońskich lasów, podczas gdy tu zmieniano akty prawne, uchylano ważne ustawy i wydawano nowe rozporządzenia. Pan Z. przegapił po prostu te wydarzenia, a jego umysł, zajęty później wspomnieniami odkrywania nieznanych lądów, nie stracił czasu na odświeżenie i aktualizację danych. A nie mówiłam, że to musi być wybitny umysł? Tylko taki nie może przecież tracić energii na konstruowanie pięknych słów i fraz. Albo chociaż poprawnych! Może tylko taki umysł nie pamięta, co pisał w pierwszej części zdania, nie wspominając o poprzednim akapicie. Zalogowane na stronach ekstremalnych wspomnień neurony i inne zwoje nie mają już dość wirtulanej pamięci, by dopasowywać odpowiednio do siebie czas, rodzaj, liczbę i tryb. Brak koncówek niech też nie dziwi, przecież myśl już wybiegła gdzieś naprzód, w niezbadane jeszcze rejony. Nie zgadza się treść, rozjeżdża się forma. Ale to przecież nie jest istotne, bo nasz Indiana Jones już planuje kolejną wyprawę. Mało tego! postanowił dać odpocząć korekcie prawniczej i zmierzyć się tym razem z korektą literacką w przestrzeni książek podróżniczych. Proponuję więc ewakuować się, a pan Z. niechaj stanie się pretekstem do pozostawienia "autorytetów" i wielkich umysłów samym sobie. Niechaj zdemaskują ich ich własne - jakże nieporadny język i podejrzana wiedza... przykre, ale w wielu wypadkach smutno-prawdziwe.

Odpocznijmy przy Murakamim...