niedziela, 29 czerwca 2008

Pęknięcie

I stało się w końcu. Napięło się, naciągnęło, naciągnęło, napięło i... pękło. Chyba uff. Wreszcie. Ile to już czasu? Lat? Chyba lepiej nie liczyć. Nie ma tylu kalendarzy pod ręką, żeby przekartkować, przeliczyć. Piszemy znowu. Czytamy znowu. Oglądamy znowu. Przemyśliwamy znowu. Najpierw wstecz. Do tyłu czy od tyłu? Może na zmianę. Zobaczymy.

1 komentarz:

adikolor pisze...

ooo dopiero zauważyłem że zawitałas mi na bloga :) Fajnie że "wracasz" do teatru. Jak Agata mi ostatnio o Tobie opowiadała, zainspirowana Twoimi artykułami to w ogóle nie mogłem zrozumieć co się stało, że tak nagle porzuciłaś pasję.